poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Cudowy eliksir wskrzeszający potrzebny od zaraz!

Bardzo średnio mi wychodzi to doglądanie mańka. Już zapomniałam jak wygląda edytor bloggera! Niemal cztery miesiące minęły. No co ja poradzę? Jakoś tak. Papieru przez ten czas prawie nie tknęłam. Nie było nam po drodze. Sporo zwątpienia i refleksji po drodze, ale też innych spraw na głowie. Trochę zmęczenia materiału. Trochę przesytu.


W końcu mnie tknęło. Remont, który mi rozum zaprzątał od stycznia, w końcu się zaczął i w tej fazie stresuje mnie mniej, niż kiedy usiłowałam wszystko zaplanować. Ruszyła machina i już się sama toczy prawie, więc zwolnił się jakiś zakątek w łepetynie, dzięki czemu jest tam miejsce na krafty. Nie bez znaczenia jest też fakt, że na mańka, odkąd przestałam dodawać nowe posty, uparli się spamerzy. Do ostatniego wpisu ustawiła się kolejka śmieciowych komentarzy sięgająca setek. Co ciekawe- nigdy wcześniej maniek nie przeżył takiego najazdu spamerskiego dziadostwa. I właściwie skierowanego tylko na ostatni wpis. Oznaczam jako spam cierpliwie, usuwam, ale blogger jakoś nie uczy się jak dziś wygląda spam- wciąż ten sam typ komentarzy się pojawia, nie jest przez bloggera w żaden sposób blokowany. Trudno. Pomyślałam, że może jeśli spamerom pokażę, że ten blog żyje, to się odczepią. Zatem kolejna próba reanimacji mańka. Trochę dziwna motywacja, ale dobra i taka... w sytuacji, kiedy maniek zaczyna źle pachnieć trupem bloga nie będę wybredna. Trochę mam ochotę go zaorać, zacząć może od nowa, ale szkoda mi nazwy, do której się mocno przywiązałam przez te lata.
Zatem MAŃKU, apeluję- żyj! Oddychaj! Masaż serca, sztuczne oddychanie. Elektrostymulacja, te sprawy.
Nie wiem, czy to pomoże, ale mam kilka tworków powstałych od dyngusowego poniedziałku, kiedy się z papierem przeprosiłam. Ciapałam i chlapałam zupełnie bez konkretnych intencji, ot dla zabawy, żeby zobaczyć, czy jeszcze umiem.

Od czego by tu zacząć... Może od zakładki, zrobionej z przekładki z pudełka po herbacie. Taki kawałek tekturki, którego nie szkoda było. A teraz by już mi było szkoda, bo całkiem mnie efekt zadowolił :-)
Chlapanie, resztki z pudełka, stemple, tekturka.

Była jeszcze jedna, nieco mniej w moim odczuciu udana, ale dla podkarmienia mańka też ją wrzucę.
Nie od razu "zażarło", toto niżej szło jak po grudzie i satysfakcji dało tylko pół.
I wciąż czegoś brak. Napisu? Jeszcze nie wymyśliłam:-) Ale coś jest. Zgodnie z filozofią wyrażoną w powiedzonku "Done is better than perfect" :-)


I to na tyle w dzisiejszym odcinku. Kolejne maja szanse się pojawić, gdyż mam zrobionych, obrobionych, wrzuconych do blogspota 16 zdjęć. Tylko posty produkować.
 A dziś bawię się nowymi zabawkami- zdjęcie z pracy, świeżo po wyjęciu z koperty cyknięte:


Muuuusi się udać!
Ahoj, do następnego razu. Z muzyczką taką:

5 komentarzy:

Oleander pisze...

A tam zaraz trup...Odpoczynek może :)
Zakładki są świetne! Nie będę Cię podpuszczać, ale uwielbiam czytać :D
:*

skrzatka pisze...

Najlepszy pomysł niezrealizowany to kamień w bruku piekielnym, niedoskonały zrealizowany podnosi, wzmacnia, cieszy, inspiruje! Go on!
Absolutnie Manualnik musi zostać!
Niech sobie słabuje, gdy musi, niech ewoluuje, niech się zmienia, ale niech jest!

Muszelia pisze...

oj tam, oj tam trochę kurzu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. zakładki nie świadczą o spadku formy... pierwsza zwłaszcza chwyta za serce.

frezja pisze...

ojjjjjjjj, Kochana, musisz sie wziasc w garsc :)) tak Cie te stempelki Grafic 45 dobily? a Ty!!! MOWIE, wpadnij na kawke :) to Ci pozycze stempelki :)) a te Twoje zakladki sa fajnie, nietrupie, wiec produkuj posty :)

Dorota ma Kota pisze...

zapomniałaś mu jeszcze dodać, że jak zobaczy tunel to ma nie iść w stronę światła!!!
;-)