wtorek, 31 lipca 2012

Z innej beczki

Któregoś pięknego dnia przeczytałam na jednym  z polskich blogów o tym, że autorka odkryła technikę wyplatania ze sznurków rożnego rodzaju, zwaną kumihimo i że przydatny jest do tego krążek piankowy, ale można sobie samemu zrobić z tektury. Potraktowałam jako ciekawostkę, odnotowałam w rozumie, ale żadnych planów ze sznurkami w roli głównej nie snułam. Los jednak chciał inaczej najwyraźniej.

 Następnego dnia, zwiewając przed ulewnym deszczem, wpadłam do pierwszego sklepu na mej drodze i szczęśliwie był to tzw. lumpeks. Sprincikiem przeleciałam pobieżnie, by ocenić wartość "nowej dostawy", zerkając przez okno, żeby z chmur wywróżyć, kiedy będzie można wyjść i przebiec kilkanaście metrów bez ryzyka zmoczenia bielizny spodniej. W czasie zerkania w koszu z tzw. porcelaną (gdzie ani jedna sztuka nawet koło porcelany nie leżała, głównie kamionkowe poobtłukiwane talerze z Niemiec w ponurych kolorach, przeplatane pojedynczymi kieliszkami i szklankami oraz przykrywkami i spodkami "bez pary") zauważyłam rzecz, która nawet nie chciała udawać porcelany. Takie cacko z dziurką z pianki. Odwracam ci ja... a tam napis: KUMIHIMO! Ładne rzeczy! Przeznaczenie?... capnęłam, przy kasie zapytałam, ileż to cacko kosztuje, pani zapewne nie wiedząc, co mi sprzedaje, z wahaniem ale i pewnym znudzeniem mruknęła, że życzy sobie złotówkę. Wyszperałam, zapłaciłam, wybiegłam, bo z ulewy zrobił się normalny deszcz w międzyczasie i.. wsiąkłam. Skoro już mam, to trzeba spróbować. Ukręciłam sobie pierwszy kawałek sznura techniką kumihimo, splot z 8 sznurków woskowanych w 2 kolorach, najprostszy, celem oswojenia piankowego krążka.

Przy okazji zmajstrowałam sobie dwie dodatkowe sznurkowe bransoletki. Premiera jednej z nich miała miejsce dziś i stwierdzam, że jest doskonała, bo w przeciwieństwie do innych bransolet, jest lekka, nie obija się o klawiaturę i nie przeszkadza opierać nadgarstka, kiedy trzeba,  a także nie hałasuje.

Ta miała premierę dziś, wpasowała się w ulubioną turkusową bluzkę:

 A ta poczeka, ale też jest kompletem do kolejnej ulubionej tuniki, bez  łańcuszka, żeby jeszcze mniej hałasowała:

 A ta to właśnie sznureczek kumihimo. W takich kolorach, co mi się kojarzą z papierem ILS:-) Się pomyśli do czego się założy:-)

Stwierdzam, że samo wyplatanie ma też swoje niezaprzeczalne zalety- szybko widać rezultat (a to lubię:-)) i nie trzeba mieć rozłożonych milionów papierów-klejów-farbek-guzików-ćwieczków, bałagan jest do opanowania. A poza tym proste i relaksujące, nadaje się na przerywnik międzypapierowy. W związku z czym pewnie tu jeszcze sznurkowe twory wrócą:-)

Pozdrawiam ciepło zaglądających:-)

Tych, co w pracy siedzą i się chyba nudzą- też.
Czuwam, nieustannie. Nic nie umknie mojej uwadze:-P

11 komentarzy:

Bea pisze...

Fajnie!

coco.nut pisze...

świetne bransoletki!!! bardzo mi się podobają szczególnie te pierwsze dwie ;)

ja ostatnio z koralików wyplatam szydełkiem - to naprawdę wciąga!!!

Drycha pisze...

To na tym krążku chyba i te koralikowe możesz tworzyć? :D

alexls pisze...

Świetne bransoletki! Miałaś farta z tym urządzonkiem:)Czekam na kolejne sznureczki:)

Pozdrowienia!

Fabryka Spokoju pisze...

Świetne te bransoletki, wszystkie! Oj, ja jakoś nie umiem wrócić do biżuterii, a pomysły na broszki leżą gdzieś zakurzone... Pozdrawiam!

JaMajka pisze...

Ale to ładne :) i plecione i nieplecione, cze zamierzasz zmienić branżę? :>

cassia.wu pisze...

Oj zazdroszczę, piękne bransoletki !

Tores pisze...

Ale cuda! Ta pierwsza ma fantastyczne kolory, chciałabym ją od razu - niehałasowanie i nieprzeszkadzanie w pisaniu też ma swoją wagę :)

Dunia pisze...

Śliczne są!

carrantuohill pisze...

strasznie mi się takie bransoletki podobają
miodzio

Jaszmurka pisze...

Świetne są! ♥