niedziela, 22 kwietnia 2012

odpowiedni dać rzeczy obraz

Tak, właśnie o to chodzi w wyzwaniu Michelle na craftypantkach. Bardzo rzeczowe wyzwanie i bardzo przyjemne. Trzeba uhonorować nasze ulubione rzeczy. Mamy ich wszyscy sporo, nawet jeśli nie zastanawiamy się nad tym zbytnio- od kubka i ulubionej łyżki począwszy, przez ulubioną bluzkę, buty czy torebkę, długopis, komórkę, do której się przywiązaliśmy, książkę, rower... przyzwyczajamy się do nich, traktujemy jak amulety, oswojone rzeczy sprawiają, że świat staje się bardziej przyjazny. Jeśli jest jakiś problem z tym wyzwaniem- to jak wybrać te rzeczy, o których chcemy powiedzieć, bo... po prostu trudno się zdecydować:-)

Wybrałam dwie, a za każdym razem, jak myślę o tym wyzwaniu przychodzą mi do głowy nowe...:-) Można wybrnąć tak sprytnie, jak Michelle, która zrobiła album, ale u mnie dwie osobne i różne prace.

Pierwsza to kartka- z fragmentem chusty, którą traktowałam jak szalik, choć była pomyślana jako pareo. Z bardzo miłego, bawełnianego materiału, w kolorze, który idealnie pasował do mojej kurtki, dostałam ją od przesympatycznej starszej koleżanki po fachu z Sycylii. Niestety, uległa wypadkowi i nie nadawała się do noszenia, ale żeby nie zginęła w mrokach niepamięci, żeby ją razem ze wspomnieniami zatrzymać, wykorzystałam ją jako tło do kartki.


Trybik ze stempell&kartoon. Jesli komuś kartka wydaje się znajoma, to ma rację- już się pojawiła tu i ówdzie, bo zrobiłam ją dawno temu:-)

Do kompletu powstała mała "broszulka"- kwiatek:



Druga praca pojawiła się zaledwie parę dni temu na craftypantkach, dotyczy ulubionej książki. Właściwie mam problem z ulubioną książką, wiele "właśnie prze/czytanych" na jakiś czas staje się "ulubioną", za to w kategorii książek dla dzieci ulubiona jest jedna i niezmienna od wielu lat. Dostałam ją na osiemnastkę od drogiej Katarzyny Zet (dzięki Ci! :-)), podbiła moje serce i robi to nieustannie na nowo i z lepszym skutkiem, za każdym razem kiedy po nią sięgam, a sięgam często, zwłaszcza, kiedy zachodzi potrzeba poprawy nastroju. Ta praca to wpis w artjournalowym kalendarzu, kilka cytatów, okładka. Polecam bardzo Wielkomiluda Roalda Dahla. Jeśli trafi Wam w ręce to właśnie tłumaczenie Michała Kłobukowskiego (bo istnieje jeszcze drugie, o bardziej do oryginału zbliżonym tytule "BFO"), nie wahajcie się. Wzrusza i bawi, jak na dobrą książkę dla dzieci przystało. Ja uwielbiam w niej też ilustracje Franciszka Maśluszczaka, choć może nie każde dziecko je polubi (gdybym była mała, pewnie bym wolała te Quentina Blake'a)...


 O sennych marzeniach w związku z dłubaniem w papierze będzie (a to niespodzianka!)... następnym razem.

Zapraszam w imieniu Michelle i całej załogi craftypantek do opowiedzeniach o rzeczach, które czynią Waszą codzienność milszą:-)

 A dziś jeszcze napiszę (na wypadek gdybyście nie zaglądali na stemplokartonowy blog), że w candy stemplowym, które ogłaszałam w moje urodziny wygrała Marta (komentarzy liczących się  w losowaniu było 14, bo jeden podwójny, nie brałam pod uwagę też koleżanek z ekipy s&k):


Gratulacje, Marto!:-) Skontaktuj się, proszę, ze sklepem pod adresem sklep@stempellicarton.pl w celu ustalenia szczegółów wysyłki wygranego stempla.

I dziś na tyle. Wewnętrzny zegarek mi się przekręcił, miałam pracowitą, ale przyjemną sobotę i chyba dlatego nie chce mi się spać. Mimo wszystko najwyższy czas przestać udawać, że niedziela się jeszcze nie zaczęła. Dobranoc!

3 komentarze:

Madzik pisze...

Fantastyczna karteczka, a brocha mnie powaliła. Dużo się dzieje widzę ;o))
Wybierasz się na zlot do Cieszyna? ;o)

JaMajka pisze...

Piękny chabrowy kolor...! I świetny pomysł na zastosowanie niby już niepotrzebnej, ale ważnej rzeczy!

Jaszmurka pisze...

Broszulka cudniasta! :D