czwartek, 26 stycznia 2012

meteopakiet meteopatki

Na blogu craftypantek rozkręcamy akcję, jak to zgrabnie ujęła Michelle, z Matką Naturą jako Guest Designer. Bo oddajemy jej nasze przydasie i czekamy co ona z nimi zrobi:-)

Czyli pakujemy do jakiegos przewiewnego opakowania papiery, tkaniny, wstążki, koronki, metalowe klamotki, drewniane czy kartonowe ozdoby, nieco czegoś, co jest w stanie przyjąć lub oddać kolor i wieszamy na zewnątrz (albo kładziemy, nawet na ziemi) narażając na działanie warunków atmosferycznych, czyli erozję.
Mamy nadzieję na postarzenie przez Matke Naturę naszych skarbów, które potem wykorzystamy w naszych dziełach.

Więcej szczegółów oczywiście na craftypantkach. Zachęcam gorąco, bo wysiłku wymaga to minimalnego, a rezultaty mogą być ciekawe. Co więcej mamy zapewnioną niespodziankę, bo naprawdę trudno przewidzieć, co się zmieni w naszym pakiecie po upływie kilku tygodni.

Mój tobołek jest całkiem spory. Nawrzucałam tam różnych papierów dbając, by różniły się fakturą, kolorem, wiekiem, pochodzeniem, wielkością, chłonnością i techniką zadrukowania lub barwienia w nadziei na ciekawe i różnorodne wyniki. Do tego troszkę metalowych drobiazgów- rdza może zdziałać wiele dobrego:-) Nie zapomniałam o drewnianych i tekturowych elementach oraz kawałkach tkanin w mocnych barwach, jak również o materiałach potencjalnie barwiących- kakao, kawie, herbacie yerba i przyprawie curry (lepsza byłaby kurkuma, ale akurat nie mam). Owinęłam w kawałek bawełnianej tkaniny, podpisałam, żeby się sąsiedzi (nie)dziwili, jak zobaczą na antenie od netu taki tobołek i już- teraz czekam:-) Oto zawartość mojej paczuchy, z lotu ptaka, przed pakowaniem:


I gotowy meteopakiet... hehe, nie uznałam za stosowne wyprasować:-)


 Jak widać mój skarb zawiera sporo pół- albo ćwierć-produktów, elementów, które sobie zaczęłam tworzyć w jakimś konkretnym albo zupełnie niesprecyzowanym celu, ale dotąd nie znalazły zastosowania w żadnej pracy. Szansa dla nich na lifting:-)

A na koniec dowód, że jednak staram się przemóc, tylko nie zawsze się wyrabiam:-) Mianowicie zrobiłam w niedzielę pracę na artjournalowe wyzwanie Jaszki na Polkach, tyle, że zdjęcia zrobiłam dopiero rano w poniedziałek, a że artjournal przestał być bezterminowy, to już się mój wpis do prezentacji na portalu nie załapał. Ale przecież nie to najważniejsze:-)


Obiecuję jakieś kartki niedługo, a na dziś zmykam, machając Wam radośnie i ciesząc się, że za rogiem weekend:-)

8 komentarzy:

kasia | szkieuka pisze...

uooo że też nie wpadłam na to, żeby dosypać kurkumy!!

Karmeleiro pisze...

jestem niezmiernie ciekawa, co z tego wyjdzie :D szkoda, że tak długo trzeba czekać :)))

Madzik pisze...

Podoba mi się ;o))

cyga pisze...

Co za workowa różnorodność, a zioło to luzem wrzuciłaś?:).

Jaszmurka pisze...

Ależ wy macie pomysły! pojechałyście po bandzie!ahhaha
Czekam na efekty :)

Dzięki za udział w wyzwaniu, no ofkors że nie prezentacja najważniejsza! :*
"zrozumiałam" przemawia do mnie :)

JaMajka pisze...

Zawiązałam, wisi, czekamy :)

agea pisze...

fajniutki pomysł:)

Paolla pisze...

Dużo dobra najróżniejszego :) Czuję, że będzie ciekawie przy otwieraniu!
Mój pakiet też już wisi, przebieram nogami w oczekiwaniu na inne warunki atmosferyczne niż mróz -10 st.C :D

Wpis artżurnalowy świetny - energetyczny bardzo!