wtorek, 14 czerwca 2011

o mgle

Rozwiewam mgłę nad sprawą glimmer mistów dla ubogich. Pytacie o to bardzo często, postanowiłam pokazać, jak sobie radzę bez oryginałów.

W okresie Wielkanocnym takie farbki pojawiają się w Lidlu, w tym roku było kilka rodzajów, należy polować na te z połyskiem (shimmer). W opakowaniu jest 6 kolorów, kosztują jakieś 5 zł.



Tubeczki należy rozciąć, bo są w jednym blisterku, a potem wkłada się je do kubeczka z ciepłą wodą i czeka, aż farbki się staną płynne, wtedy ucina sie czubeczek tubki.
Żeby powstała mgiełka, potrzebujemy małego atomizerka- psikacza. Ja mam taki od bylejakich perfum. Wlewam do niego ociupinkę ciepłej wody, a do niej kilka kropel jajowej farbki, zamykam atomizerek, wstrząsam do wymieszania i już można używać. Więcej farbki, a mniej wody to oczywiście wyraźniejszy kolor, ale można też mieszać z distressami z uzupełniaczy, wtedy perłowego pyłu starczy na dłużej:-) Po użyciu trzeba odstawić je pionowo, żeby farba nie wyciekała z tubek, ale kiedy ostygnie spokojnie można schować do pudełeczka- zasychająca farbka zatka otwór i nic się nie wyleje. Trzeba tylko pamiętać, żeby przy kolejnym użyciu tubki ocieplać w wodzie w pionie, żeby nie stracić całego cennego perłowego barwnika.

Niestety, kolor czerwony nie jest bardzo czerwony, raczej różowawy, ale można mieszać kolory albo podrasować je distressem lub innym tuszem wodnym. Nie jest to na pewno tak wygodne jak oryginalne mgiełki, bo trzeba się trochę babrać z ogrzewaniem, przelewaniem, mieszaniem kolorów, ale... opakowanie za 5 zł wystarczy na wyprodukowanie litrów mgiełki w kilku kolorach:-)



Farbki są żelatynowe, to ta substancja sprawia, że gęstnieją po schłodzeniu i pozwala na łatwe zmywanie z rąk i czyszczenie atomizerków- jak się zostawi trochę niezużytej mgiełki w psikaczu, może się lekko zatkać, ale wystarczy ciepła woda, żeby go uratować. Minusem jest też fakt, że można je kupić tylko przed Wielkanocą, ale może uda Wam się znaleźć jakieś inne perłowe farbki- na przykład akrylowe, które łatwo się będą mieszać z wodą i zastąpią farbki do jajek?
Moje skąpstwo jest usatysfakcjonowane takim sprytnym patentem:-)
Efekty możecie podejrzeć tu, tu i tu na przykład.

Czy słowo "mgła" w miejscowniku nie wygląda cokolwiek absurdalnie?...;-)


A na koniec się pochwalę:-) Dostałam prezencik od Oleander. Ola wiedziała, jak mi sprawić przyjemność- dostałam trójrogatego kotka:-) Będzie służył jako najbardziej podręczny igielnik, chyba cieszy go ta perspektywa:-)
Dziękuję pięknie:-)))

5 komentarzy:

Tores pisze...

Co za pomysłowość! Jeśli chodzi o atomizerki, to podpowiem, że można wykorzystać takie od wody utlenionej - za grosze w aptece, a nawet w markecie (ostatnio widziałam w realu).

Aluna pisze...

Jesteś boska!!! Czytasz mi w myślach - telepatka, czy co? Właśnie przedwczoraj robiłam "czystkę" w szufladzie kuchennej i znalazłam niewykorzystane do końca, takie właśnie farbki do jajek. Końcówki miały pozaginane przez mojego Pana Puszystego, "co by nie wyschły". Spodobała mi się ich "perłowość" i zrobiłam dokładnie to co Ty. A teraz mam mgiełki do barwienia np. kwiatków. Pozdrawiam :)

Kobens pisze...

genialny pomysł :D

JaMajka pisze...

No no no :) ja też zakupiłam, a co - dziękuję za instrukcję użycia :)

Danka M. pisze...

A mnie zaciekawiło to ,,coś tam dla ubogich,, (jestem w nazewnictwie zielona ... jeszcze) i do czerwca się cofnęłam. Niestety na profesjonalne materiały mi szkoda pieniędzy bo raczej mało w papierze robię ... kurcze! Lidla też u nas niet! Chyba ,,przekopię,, dokładnie cały Twój blog bo podsuwasz świetne rozwiązania na erzace!
Miłego popołudnia:)