niedziela, 8 sierpnia 2010

Jarmark Dominikański na Placu Czerwonym

Nie w Gdańsku i... nie w Moskwie:-) W Tarnobrzegu. Na plac, którego patronem oficjalnie jest Bartosz Głowacki, potocznie zwany Placem Czerwonym (tak się ta nazwa przyjęła, że pewnego razu w wiadomościach Polsatu nawet reporter nie zadał sobie trudu, żeby się dowiedzieć, jak się to miejsce naprawdę zwie:-)) przyszło sporo mieszkańców, zrobiło sie gwarno i tłoczno, fontanna (koszmarna!) okupowana, część ludności chroniła się przed słońcem w cieniu Biedronki (sklepu, nie owada:-)), grała jakaś orkiestra (dziś podobno Jose Torres, ale jakoś nic nie słyszę, a zazwyczaj mam koncert w domu:-)), mieszały się zapachy z kulinarnych stoisk, oczywiście było też rękodzieło różnej maści. Nic powalającego, może jedno stoisko z biżuterią przyciągnęło moją uwagę. Scrapbooking nie był reprezentowany. Pogoda bajeczna (deszcze najwidoczniej przeniosły się w południowo-zachodni skraj Polski i znów bez opamiętania...) , co widać na załączonych zdjęciach:









Jeszcze chciałam wspomnieć o candy i otwarciu sklepu Lemonade ze stempelkami i bajecznymi papierami:



Kartka, którą wysklejałam wczoraj niestety musi poczekać na termin wyzwania w craft imaginarium, więc na razie nic nie pokazuję:-) Miłego nowego tygodnia życzę:-)

4 komentarze:

cynka pisze...

i nawzajem Kochana:)))

ps. u nas chmurnie było:)

Agata pisze...

W Gdańsku na jarmarku też niczego scrapowego nie widziałam... choć np. decoupage się pojawił! :)

Anna pisze...

A kupiłaś chociaż jakąś biżuterię z tego stoiska? :)

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.