wtorek, 2 marca 2010

Flo mnie przeklnie...




Bo miałam odpowiedzieć na pytania czytankowe parę tygodni temu, ale byłam u rodziców, a tam zawsze wpadam w wir i jakos nie umiałam o tym pomyśleć. Wydawało mi się, że jak wrócę do Tarnobrzega to będzie spokojniej, ale jakoś się nie poskładało, tym bardziej, że napadła mnie wena twórcza:-) Dziś mnie znowu Kulka do odpowiedzi wezwała i się zreflektowałam, że mam zaległości. Wobec tego odpowiadam na takie pytania:

1. Jaka książka sprawiła, że zastanowiłaś się nad sobą i swoim życiem?

Heh, no prawie wszystkie, po to czytam:-) Może tylko Nagi lunch nie kazał mi się zastanawiać nad moim życiem, bo było mi niedobrze :-D

2. Czy są książki do których wracasz?

Są i jest ich kilkanaście, w tym duży procentowy udział mają książki z dzieciństwa lub dla dzieci. Najczęściej wracam do Musierowicz, Muminków, Kubusia Puchatka, a także dzięki kochanej Fly, która je dla mnie wydobyła spod ziemii: do "Śmiesznej rodzinka" Rade Obrenovica i "Przyjaciół z Dębowej Polany" Janusza Bochenka. Mam też książkę dla dzieci, którą dostałam od koleżanki na osiemnaste urodziny i czytałam ją już chyba milion razy, za każdym razem pękając ze śmiechu- kto nie czytał Wielkomiluda (tłumaczenie, które ma własnie taki tytuł wydaje mi się o niebo lepsze od bliższego wprawdzie oryginałowi BFO) Roalda Dahla, polecam serdecznie! Z dorosłych książek, taką do której wracam najczęściej jest... "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Nie, nie przebrnęłam przez siedem tomów. Zaliczyłam chyba trzy w całości. Czytam to dla przyjemności wynikającej z czynności czytania, dla atmosfery i własnych skojarzeń. Pierwszy tom czytałam już wielokrotnie w oryginale i po polsku, i nigdy mi się nie nudzi, a pierwsze podejście to kolonie nad morzem w Stegnach po siódmej albo ósmej klasie. Pamiętam jak stołówka szkoły, w której mieszkaliśmy dudniła dyskoteką, a ja siedziałam przed budynkiem zżerana przez komary i czytałam Prousta :-D

3. Najpierw czytasz potem oglądasz (ekranizację danej książki), czy odwrotnie?

Kojarzę tylko 3 przypadki, kiedy najpierw widziałam film: "Milczenie Owiec", "Pamiętniki Gejszy" ("proces" czytania tej książki widać na zdjęciu wyżej:-)) i "Duma i Uprzedzenie". Nie byłam specjalnie rozczarowana, Milczenie to jedyna książka, która mozna nazwać horrorem, jaką przeczytałam. A dwie pozostałe czytałam po angielsku, zobaczenie filmu (i serialu) pozwoliło mi łatwiej przebrnąć przez książki, wspomogło moje rozumienie i całkiem nieźle je wspominam. Poza tym nie jestem wielką miłośniczką kina, na ogół w ogóle wolę przeczytać, niż obejrzeć.

Ufff. Mam nadzieję, że Florka mi nie postawi jedynki za spóźnienie. Żeby nadrobić, to jeszcze odpowiem na pytania Kulki:

1. Jaka książka wywróciła ci mózg na lewą stronę i już nie dała o sobie zapomnieć?

Tych też jest kilka- w dawnych czasach regularnie mózg na lewą stronę wywracał mi cały Stachura, potem wywrócił Ferdinand Céline z Podróżą do Kresu Nocy.

2. Dlaczego? :-) Stachura dla swojej wrażliwości i języka, który na zawsze już gdzieś przylgnął do mojego "wewnętrznego" słownika. Celine dla tego jakim był człowiekiem- trzęsłam się z oburzenia z powodu jego poglądów (antysemityzm, faszyzm, rasizm), ale fascynuje mnie nadal jego język, ironia, czarny humor i przebłyski ludzkich odruchów w jego okrutnej wizji świata. Z własnej i nieprzymuszonej woli pisałam pracę dyplomową o wizji wojny u Celine'a:-)

3. Najpiękniejsza ksiażka z czasów dzieciństwa to...? Właściwie odpowiedź na to pytanie znajduje się pod punktem drugim odpowiedzi dla Flo:-)

Mam w głowie pytania, ale chyba nie znajdę na nie ofiary, bo są bardzo specyficzne... Chyba, że ktoś, kto czyta w różnych językach się zgłosi na ochotnika:-D

I jeszcze na koniec poproszę dobre dusze o potrzymanie kciuków. Mocne potrzymanie kciuków.

6 komentarzy:

Lorka pisze...

Mrouh, no nie mów,żeś z Tarnobrzega.. ja też:)z Dekutowskiego( kiedyś Zawadzkiego)

kasia | szkieuka pisze...

a liczy sie, jak sie czyta tylko w dwoch? to siem zgloszem :)

mrouh pisze...

Liczy się, dostaniesz 6 (pytań... hehe, żartuję:-)) za ochotnictwo:)

u Alojka pisze...

ja tez tylko w dwoch, ale nie angielskim

Florens pisze...

Kochana, skala ocen mi się skończyła :) Musisz więc przystać na 6! Wprawdzie nie jest to ocena akademicka, ale 5 to dla Ciebie za mało!
W Stegnie Gdańskiej byłam w 92 roku na obozie tanecznym:) Mieszkaliśmy w takim żółtym, długim budynku, chyba pokrytym blachą. Mieliśmy betonowy plac zabaw:) Na disco chodziliśmy do remizy :) Straszliwie nam się tam nie podobało i jak tylko wysiedliśmy z autokaru, mieliśmy ochotę zwiewać:)Pamiętam nawet tamtejszy papier toaletowy, który był tak gruby i sztywny, że robiłyśmy z niego papiloty i z pomocą pianki układałyśmy sobie ekstra fryzury typu "mokra włoszka" :)))

Anna pisze...

Ja na szczęście tylko w polskim ;) Kciuki trzymam!