poniedziałek, 15 lutego 2010

trochę anty niby-walentynka z przymrużeniem

Walentynka nieco naciągana, bo wcale nie miałam zamiaru robić kartek z tej okazji. Po prostu przyszedł mi do głowy pomysł i uciecha, jaka się zapowiadała przy robieniu spowodowała, że jednak coś niby-walentynka powstało. Zrobiona zaledwie wczoraj wieczorem, w związku z czym jej adresat jeszcze jej nie widział, ale nie sądzę, by mu to przeszkadzało, że już ją tu pokazuję. Oczywiście inspiracją jest powiedzenie, w którym występuje słowo będące jednocześnie nazwiskiem mojego Jedynego:-) Wyszła mi w efekcie przekorna anty-walentynka z deklaracją:-)



Nie miałam do dyspozycji swojego stałego arsenału dłubaninowego, w tym drukarki, więc efekt końcowy nie bardzo odpowiada temu, co miałam w głowie, ale korciło mnie, żeby pomysł wprowadzić w życie:-)

Mam w zapasie jeszcze jedną kartkę- tym razem "dziękującą" dla cioci malarki, która obdarowała nas swoimi obrazami. W celu podtrzymania zainteresowania manualnikiem pozwolę sobie jednak wrzucić ją innym razem:-)

Jutro czeka nas wyprawa do Bydgoszczy, niezbyt rozrywkowa, bo do szpitala, a tam dawkują swoim pacjentom przede wszystkim duże dawki adrenaliny tanim kosztem, bo sposobem biurokratycznym. Za każdym razem mam ochotę przychodnię w Juraszu wystrzelić w powietrze, ale to niestety jedyny szpital w okolicy, gdzie w ogóle możliwe jest wykonanie tej konkretnej operacji i niestety oni o tym wiedzą, traktując chorych jak zło konieczne. Nadziei na to, że cokolwiek uda się załatwić jutro nie mam, ale może przynajmniej oszczędzą nam kolejnej podróży w środę. Kończę, bo nie da się nie psioczyć... szkoda słów...

11 komentarzy:

skrzatka pisze...

Zastanawiam się, jakie znam powiedzenia à ce propos:
aż po grób,
aż do grobowej deski,
dopóki nas śmierć nie rozłączy,
ostatni gwóźdź do trumny...

rafija pisze...

hehe dobra kartka...
taka w klimacie Tima Burtona jakby nieco ;)
powodzenia w szpitalni... eh nic sie nie zmienia...

Adziok pisze...

Hihi, świetna :) Taka po prostu dużo mówiąca a nie przekombinowana. Ten gwóźdź jest cud-miód ;)
Pozdrawiam.

micuch pisze...

to się nazywa: raz a porządnie! walentynka najlepsza jaka widziałam w tym sezonie i prosze sie nie opierać za rok tylko narobić na zapas bo to w końcu święto komercyjne to i kartkomaniaczki moga sobie zarobić:DDD pozdrawiam!

Lamarta pisze...

Mrouh, kartka bombowa i makabryczna nieco zarazem:) W sam raz na anty-walentynki;)

Trzymaj się ciepło w czasie wyprawy do tego szpitala (jak napisałas o chęci jego wystrzelenia, to ja dobrze wiem, o czym mówisz;))

Anna pisze...

Przyznam, że ja dotąd chyba nie spotkałam się z powiedzeniem "aż do trumny" (prędzej "do grobowej deski"), ale jeżeli takie nazwisko nosi Twój Jedyny, to gra słów jak najbardziej uzasadniona i pomysłowa :) Podziwiam Twoją kreatywność i niecierpliwie czekam na zapowiedzianą kartkę z podziękowaniami! :)
Ps. Życzę, byś załatwiła w szpitalu, co masz załatwić, i więcej nie musiała tam trafić. Na okres chodzenia po lekarzach proponuję nauczenie się jakiejś buddyjskiej mantry i powtarzanie jej celem uspokojenia się... ;)

MAGiALENA pisze...

"walentynka do bólu", można powiedzieć. :)

Agata pisze...

Pomysł bardzo mi się podoba - zwłaszcza użycie gwoździa!!

Przy okazji, proszę napisz, czy wyzwanie makaronowe jest ważne do końca lutego?? Mam pewien pomysł i chcę się za niego zabrać, ale nie wiem, czy już nie jestem po terminie?

nimucha pisze...

Kartka jest rzeczywiście lekko makabryczna ;) ale za to bardzo pomysłowa i świetna po prostu :)

Kasia pisze...

świetna jest :)
trzymam kciuki i życzę dużo siły w biurokratycznym starciu ze szpitalem! :*

druga szesnaście pisze...

najlepsza walentynka jaką widziałam!

dłubałam w makaronie:
http://drugaszesnascie.blogspot.com/