piątek, 18 grudnia 2009

Zapisałam się w kolejkę (+kocie przygody)

...po przepiękną, malowniczą torbę oraz matrioszkowe drobiazgi od Makówki . Candy z okazji rocznicy, zatem Sto lat blogowania po Makowych Polach dla autorki!:)



Craftowo nic nie będzie. Wczoraj byliśmy na wygnaniu, w domu cyklinował i lakierował się parkiet w przedpokoju i przyszłej sypialni. Trzeba było się eksmitować z domu na dłuższą chwilę, głównie z uwagi na Furię, która przerażona była hałasem, a poza tym na pewno nie usiedziałaby w pokoju (zwłaszcza, że chwilowo nie mamy drzwi, a te które zostały, musiały zostać zdjęte w celu wylakierowania przejść) i biegałaby po świeżym lakierze. Zapach chemikaliów nie był bardzo uciązliwy, panowie od parkietu używaja jakiegoś cudownego, szybkoschnącego lakieru austriackiego, wystarczy trochę przewietrzyć i da się żyć. Wzięliśmy kocie klamoty i wyprowadziliśmy się na kilkanaście godzin do biura Lubego. Mimo, że dostaliśmy aż dwa pokoje tylko dla nas, kocina nie najlepiej to zniosła. Przez kilka godzin nie chciała w ogóle się ruszać, nie opuszczała mnie nawet na pół sekundy, jak tylko ja odstąpiłam ją na krok- pełzała za mną z brzuchem przy podłodze. Większość czasu zatem spędziłam z kotem na kolanach, który, jak nigdy, pozwolił się głaskać. Biedny zwierz nasłuchiwał każdego hałasu zza drzwi- a hałasów nie brak w firmie, gdzie sporo ludzi się kręci. Potem się Furiatka zakopała pod moją kurtkę i do siedemnastej, czyli do czasu wyjścia do domów pracowników, tam przesiedziała. Normalnie nie cierpi być nakryta czymkolwiek, a wczoraj wyraźnie moja kurtka (pewnie przez znajomy zapach) okazała się najlepszą kryjówką. Na szczęście w drodze powrotnej do domu już się kocina uspokoiła (może się domyślała, gdzie idziemy) i jak tylko weszliśmy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z powrotem zamieniła się w Furiatkę. Wieczorem brykała po swojemu, zjadła, wypiła, posiedziała na swojej belce, a w nocy korzystając z braku drzwi w naszej tymczasowej sypialni spała na krześle obok łóżka (z małym epizodem włamywania się do mojego pudła z włóczkami o północy i to jest właśnie powód, dla którego Furia spędza noc poza tym pokojem).



Tu futro wydające odgłosy podobne niby to do szczekania, niby do gruchania gołębia na widok ulubionego światełka z długopisu. Dla mnie to jest dowód na słuch idealny kota, bo jak tylko dotknę palcem tego ustrojstwa, kot budzi się z najgłębszego snu, zrywa na cztery nogi i co sił, miauczurząc i burcząc pędzi polować na "to czerwone".

2 komentarze:

Sayuri pisze...

Moja kicia uwielbia nowe miejsca i chętnie zwiedza, może dlatego, że od małego podróżowała:) Uwielbia się też przykrywać...dywanem:), kocem wszystkim pod co można wejść i się schować.Każdy kociołek jest inny:)

maus pisze...

Ja wlasnie zamowilam laser dla futer, ciekawa jestem czy bedzie im sie podobalo latanie za swiatelkiem :)