wtorek, 8 września 2009

Kartka dla Franki i nowa miejscówka Furii

Zrobiłam wczoraj kartkę dla Franki, mojej sycylijskiej koleżanki po fachu (dlatego napis w naszym zawodowym języku). Przysłała mi kartkę z Rio de Janeiro, dobra kobieta. Nawet nie wiem, czy wie o mojej słabości do brazylijskiego portugalskiego...


A ponieważ dzień bez kota jest dniem straconym, to będzie jeszcze fotka nowej miejscówki Furiatki. Trzeba przyznać, że się futrzasta trochę uspokoiła, jakby wydoroślała. Ale dalej jest kotem wysokopiennym i widać, że to jest silniejsze od niej, musi wleźć na najwyższy punkt w pokoju i poobserwować świat. Do tej pory urzędowała na szafach, półkach, łaziła po słynnej belce u Lubego i skakała na drzwi, teraz upodobała sobie otwarte okno. No faktycznie, wyżej jest już tylko sufit:-)



Wczoraj się zorientowałam, że mój komentarz pod candy Enczy się nie dodał, nie wiem, czemu, a jestem pewna, że go pisałam. No nic, okazji do spróbowania szczęścia na pewno będzie jeszcze wiele.
Idę kończyć zakładkę z tego samego papieru, co kartka dla Franki. Na dniach powinno dojść moje zamówienie z ILS, najbardziej czekam na brązowy tusz. Moje wyklejanki domagają się nieco cieniowania i chyba bez tuszu się nie obędzie, a na stanie mam tylko czarny. Jestem też ciekawa słynnych papierów. No, ale najpierw, żeby się wprawić w jeszcze lepszy nastrój, kawałek marchewkowego ciasta, kawa i "Kobieta w podróży" Romy Ligockiej. Dobrego wtorku:-)

1 komentarz:

Kulka pisze...

Robisz apetyt tym ciachem, a tu ludzie na diecie :-)
Mniam, ciacho marchewkowe bym z chęcią wsunęłam, jak dotąd miałam okazję w Green Wayu i bardzo sobie chwalę.
Pozdrawiam wtorkowo:-)