niedziela, 15 lutego 2009

Zaniki obecności

Znowu mam zaniki obecności...
W środę wieczorem przez przypadek usunęłam sobie panel z ważnymi ikonkami z puliptu , próbując go przywrócić majstrowałam przy konfiguracji kde i zepsułam tak, że w czwartek witał mnie jedynie czarny ekran, z którym już sobie nie umiałam poradzić. Jak na ironię, okazało się, że w domu, w którym teoretycznie jest dwa razy więcej komputerów, niż istot ludzkich, nie ma żadnego sprzętu, który jednocześnie byłby sprawny, miał skonfigurowany internet i ja miałabym do niego hasła... Wobec tego, czwartek był dniem bez internetu.
Wzięłam się więc za przemeblowywanie pokoju, bo mi się znudził poprzedni układ. Tylko wrodzone niezdecydowanie powstrzymało mnie przed zrobieniem przy okazji malowania:-) Poprzestawiałam, poprzekładałam tylko i teraz nie mogę znaleźć połowy rzeczy! Ale energię spożytkowałam sensownie. Myślę jeszcze nad kupnem biurka, ale nic mi sie nie podoba albo nie pasuje wymiarami (czemu biurka są takie wąskie?) i jak znam życie zejdzie mi z tym co najmniej kilka miesięcy.
Przeziębienie niestety dalej trzyma, antybiotyki jakoś nie poskutkowały, dalej więc jestem klapnięta, a chwilami przygłucha i katuję się domowymi sposobami- inhalacjami z amola, kanapkami z pastą twarożkowo-czosnkową i leżeniem z termoforem na czole. Chrypię jak Tom Waits, aż się boję co będzie w pierwszym tygodniu pracy, niezależnie od przeziębienia zawsze, zanim moje gardło na nowo przywykło do gadania cały dzień, miałam głos niczym skrzypiąca szafa:-)
Coś tam nawet prócz tego przestawiania i chorowania dłubię. Zrobiłam ubranka (a właściwie jedno to tylko podwiązka:-)) na butelki słodkiego alkoholowego napitku z czekolady, mleka skondensowanego i wódki, który pójdzie w ręce koleżanek. Na zdjęciach podwiązka i ubranko vel bandaż elastyczny koronkowy na butelce z resztką trunku kukułkowego, pozostałego z ostatnich babskich plot- nowa partia napitku jeszcze nie zrobiona.



A z rozpędu jeszcze osłonki filcowe na szklanki. Odkryłam, że mam niezbyt równo pocięte paski filcu z arkuszy, jakoś tak do mnie przemówiły i nawet ich nie wyrównując, zmajstrowałam szklankom spódniczki mini:-)





Jaszmurkowe osłonki filcowe musiały mi utkwić głęboko w rozumie i tak mnie natchnęło, mam nadzieję, że nie będziesz miała za złe inspiracji, Jaszko złota:-) Dzięki za buziole, paszcza mi się usmiechnęła, a tego mi trzeba było!

Z okazji Walentynek zjadłam jogurt z serduszkiem na wieczku, hehe:-) innych obchodów nie było. Przekornie- dzień po- przesyłam zatem wszystkim zaglądającym mnóstwo gorących uścisków. Moc całusów także dla mojej Mamy z okazji święta! :-*** (Trzymam kciuki, mam nadzieję, że jakoś dotrwasz do jutra i że jak najszybciej będzie po wszystkim).

3 komentarze:

nowalinka pisze...

Świetne te podwiązki, a te z bandaża całkiem ciekawie wyglądają :)

Jaszmurka pisze...

Jaszmurka przyszła obrażona jak 147 :P 8)

na na na na

Świetne te Twoje ochraniacze :* (ja się inspirowałam Nulkowymi :D )

Kreatywna małpo Ty :P :*

(a te to to yyy no... kukułkowe... to normalnie ślina mi pociekła! :D )

taja.85 pisze...

Świetne te ubranka dla butelek i szklanek :)