środa, 11 lutego 2009

Powolutku zmierzam do normalności

Wróciłam od rodziny. Miało być bardziej twórczo, w większej skali, plany były rozległe, ale niewiele z nich wyszło z powodów logistycznych i zdrowotnych. Dopadło nas przeziębienie, nie dałam rady walczyć z pędzlem i bardzo śmierdzącą farbą. Szkoda, bo cieszyłam się na to, w dodatku byłby jakiś realny pozytek z tych moich twórczych zapędów, ale trudno, pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da. Na szczęscie to w sumie niezbyt istotny drobiazg, ważniejsze sprawy za to układaja się nieco lepiej i to się liczy.
Zaglądam na Wasze blogi szybciutko, z doskoku, ale ostatnie dwa dni musiałam poświęcić na załatwianie papierkologii przedpracowej. Jeszcze nie skończyłam walki z biurokracją, w perspektywie mam jutro lekarzy i kolejne formularze, poczekalnie i bieganie po mieście. Nic przyjemnego, ale ogólnie to jest wstęp do lepszego, więc nie będę marudzić. Tylko czas się drastycznie skurczy...
Miałam szczere chęci, żeby uporać się z zaległościami blogowymi- nagrodami o d Alexls i Kulki i zabawą Jedyne. Pomajstrowałam przy wstawianiu obrazków do bocznego paska i zniknął mi licznik... Wstawiłam na nowo, ale jaką liczbę pokazywał przed zniknięciem- nie mam pojęcia. Wyciągnęłam ją z kapelusza... i padam na twarz. Jutro, obiecuję, znajdę czas na napisanie konkretów, ale czy na jakies craftowanie to nie wiem... Dobre wiadomości są takie, że w poniedziałek na ogól nie będę pracować, a w piątek krótko i że powrót do pracy uratuje mnie od zapomnienia języka Moliere'a:-)
Kolorowych snów:-)

2 komentarze:

raincloud pisze...

Witamy w domku :)

Jaszmurka pisze...

a ja przybiegłam dać wirtualnego cmokasa :*:*:*