czwartek, 26 lutego 2009

Jak ten czas leci!

Dopiero był poniedziałek, a już jutro weekend! Nie dłubnęłam nic. Pracuje mi się jakoś tak szybko, nawet we wtorek, najdłuższy dzień, idę rano i ani się nie obejrzę, a już wracam... Byle jak najdłużej mnie ta lekkość w pracy nie opuszczała:) tydzień mi zleciał na obmyslaniu mebli, bo stare się zawaliły:-) Biedunia z nędzunią, że tak powiem. To, na co mnie stać nie podoba mi się zbytnio... Niewiele mogę obejrzeć na żywo w dodatku. Jak nie kupię teraz, to potem będzie jeszcze trudniej, więc muszę się sprężyć i znaleźć coś akceptowalnego zarówno, jeśli chodzi o cenę, jak i o jakość. Jest w tym element frajdy, ale i frustracja, wie to każdy, kto zabiera się za jakiekolwiek zmiany mieszkaniowe.
Poza tym jeden wieczór pochłonęły mi ploty w cafe barze przy błękitnej lagunie, a drugi- zachwycanie się kupionymi nowymi zabawkami. Wczoraj dostałam w łapki swoje dziurkacze, shape cutter fiskarsa i zestaw do wytłaczania oraz trymer do równego przycinania i zaginania kartek. Zdązyłam tylko pociachać trochę papieru na próbę i padłam ze zmęczenia. Wracając dziś z pracy kupiłam kolejną książkę w lumpku* ("Sickened" Julie Gregory, po polsku ukazała się pod tytułem "Mama kazała mi chorować"). A potem fioletowe buty. Zrobiłabym fotkę tych wszystkich cudowności, ale canon pojechał z Lubym na delegację do Pragi i zapewne będzie tam oglądał dużo lepsze atrakcje:-). Czeka mnie wieczór z książką i kotem. Całkiem miła perspektywa. Miłego i owocnego piątku:-)
* Info dla Raincloud: lumpek z ksiązkami jest w Tarnobrzegu przy placu nad restauracją Kaprys:-) Ale to chyba nie jest dla Ciebie dobra wiadomość...Jutro idę zajrzeć znowu:-)

1 komentarz:

raincloud pisze...

No cóż, może kiedyś, wielkim przypadkiem będę w Tarnobrzegu i odwiedzę ten słynny "lumpik" :)
Pozdrowienia.