sobota, 24 stycznia 2009

Mam braciszka:-)

Braciszek już był w robocie, bawiłam się z nim całe popołudnie i pół nocy wczoraj. Przeszyłam tuzin skrawków materiału, jeszcze nie umiem dobrze zakręcać:-) Ale juz woreczek na lawendę umiem, przyszyć aplikację o niezbyt skomplikowanym kształcie też. To własciwie moje pierwsze tak bliskie spotkanie z maszyną, więc się trochę stresowałam, czy sobie poradzę. Walczyłam z zakładaniem dolnej szpulki, posiłkowałam się nawet filmikiem na youtubie i nic, ale w końcu Luby coś tam pogrzebał, cos rozłożył i złożył (nie ma to jak inzynier:-)) i potem poszło gładko. Teraz muszę poszukać w domu Burdy, którą kupiłam kilka lat temu i trza się uczyć. Alllle frajduchna! :-)


Widać pomarańczowa nitkę dolną, górna szpulkę musiałam schować przed Furiatką, bo ona ma jakiś wbudowany detektor szpulek i kłębuszków. Jesli nieopatrznie zostawi się coś w tym stylu w zasięgu kota, człowiek rano wstaje i zastaje cały dom zawiązany, w jednej wielkiej pajęczynie. Nie wiem, jak ona to robi, ale potrafi przywiązać fotel w pokoju do stołu w kuchni i rury w łazience:-)

A na koniec będzie utwór muzyczny. Zastanawiam się czy ktos to wytrzyma. Będzie to niewątpliwie coś dla zwolenników rocka, najlepiej progresywnego. Kiedy pisałam odpowiedź do muzycznej zabawy walczyłam ze sobą okrutnie, ale postanowiłam nie zanudzać Szanownej Publiczności wypisywaniem moich najbardziej wspomnieniogennych piosenek. Tyle "muzyk" było w przeszłości moimi, każda była w danym momencie najważniejsza. I tak pomyślałam, że będę je tutaj od czasu do czasu przemycać, w mniejszych dawkach może czasem nawet komuś będzie się chciało odsłuchać:-) Na pierwszy ogień będzie z grubej rury, utwór trwa 10 min z sekundami. Wersja koncertowa -wideo i wersja studyjna -audio (pierwotna, taka ukazała się na płycie) z innym wokalistą (nie mogę wrzucić filmiku tutaj, bo zablokowano tą mozliwość na youtubie).
Tak wyglądała okładka płyty zawierającej piosenkę, którą chcę Was pomęczyć:-) Wyszła osiemnaście lat temu!




Przyznam, że kiedy pierwszy raz to usłyszałam (ale miałam wtedy ze 12 lat), nie byłam w stanie powiedziec nic prócz tego, że to jest chaos jakis, jeden wielki hałas, ale przy każdym kolejnym odsłuchaniu piosenka nabierała kształtu. Sobotnie południe to może nie jest najlepszy moment na słuchanie tego, warto spróbować wieczorem. Jak to bywa z ulubionymi piosenkami sprzed lat, do dzis pamietam tekst. Fascynacja była wielka, walczyłam z Arturem Orzechem, żeby puścił to w radiu (a dzisiesięciominutowe kawałki to nie jest to, co radiowcy lubią najbardziej, no chyba, że to panowie Wojciech Mann albo Piotr Kaczkowski) , namiętnie kopiowałam napis "Collage" i tą baśniowa postać z okładki:)

P.S. Musiałam edytować posta, bo obrazek z okładką płyty wziął i zniknął z netu. Wstawiłam od siebie, mam nadzieję, że teraz dobrze będzie.

4 komentarze:

Kulka pisze...

O. Czyli nie tylko ja się zablokowałam na dolnej nitce :-) Byłam tak zdesperowana, że gotowa byłam jechać 200 km z maszyną do cioci, która mogłaby mi z tą dolną nicią zrobić, co trzeba :-) Na szczęście wystarczyły telefoniczne konsultacje i nawet działa :-)
Wspomniana ciocia też ma kota - nawet dwa. Z tego też powodu od lat nie ubiera choinki - bombki wiszą na wielkim kolczasym kaktusie. Tylko tam mają szansę przetrwać :-)
Pozdrawiam.

Jaszmurka pisze...

ojejejeejjee jaki piękny brat o_O

No to teraz wymówek nie masz! nic a nic :P

Do szycia raz1 Przeznaczenie swe spełniać :P

Marysia pisze...

No ja sie spoznilam o rok z tym wpisem, ale nie mge sie powstrzymac. Oj jak ja Ci tej maszyny zazdroszcze, nawet sobie nie wyobrazasz!

rafija pisze...

ja tez spozniona o rok , ale coz...
maszynowy zwrot gowy :D
a muzycznie-
to fakt Mann lub Kaczor to takie z luboscia nawet puszczaja :)