wtorek, 21 października 2008

Nowe nabytki książkowe

To szaleństwo, ale jak przejść obojętnie obok książek za złotówkę? Powoli półka z angielskimi książkami robi się dłuższa, niż ta z francuskimi, więc chyba jestem skazana na szlifowanie języka Shakespeare'a, bo inaczej nigdy tego nie przeczytam:-) Gdybym miała na podorędziu takie źródło polskich wydań, tez pewnie bym kupowała na potęgę. A i tak przecież robię selekcję i do domu zabieram tylko to, co wydaje mi się warte czytania, to, co już znam albo przynajmniej coś dobrego słyszałam. Całe góry Daniel Steel oraz powieści w typie literatury w spódnicy (jak mniemam, bo nazwiska autorek nie mówią mi kompletnie nic, jednak okładki i tytuły mówią wystarczająco wiele) poczekają na innych klientów (wątpię, żeby się znaleźli, jestem chyba jedyną osobą, która przychodzi do lumpeksu i przebiera w książkach, ekspedientki już na mnie dziwnie patrzą:-)).



To większość moich nabytków z ostatnich dwóch tygodni. Czuję, że kilka z nich to będą bardzo dobre lektury. O "Ministerstwie bólu" Dubravki Ugresic napisała na swoim blogu Chiara76 dwa dni po tym, jak nabyłam książkę, dzięki temu postowi nastrajam się, żeby ją zacząć. "The Lost Boy" ("Stracony Chłopiec") to ciąg dalszy opowieści autobiograficznej o maltretowanym dziecku. Książka bardzo smutna, ale i dająca siłę. Czytałam ją kilka lat temu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do niej wrócić.
O kolejnej dobrze zapowiadającej się lekturze "The Gathering" dowiedziałam się z bloga Miasto Książek z tych postów. Brzmi niezwykle intrygująco. Nie jest tak, że zamierzam czytać same smutne i poważne książki, dla rozrywki kupiłam sobie na przykład "Driving over lemons", okazuje się, że z trudem, bo z trudem, ale depczę Chiarze po piętach:-) Czuję się uspokojona, że to będzie rozrywka w dobrym gatunku. Nie wiem, jaki będzie "An Englishman a la campagne" (w Polsce nie została wydana), ale kupiłam, żeby zobaczyć, czy ktoś chciał zarobić na pomyśle Stephena Clarke'a, tego od "Merde! Rok w Paryżu", i czy mu się udało. Obawiam się, że to nie będzie wybitne, ale będzie Francja i angielski, więc może jakoś da się przeczytać. Jeszcze więcej obaw mam na temat "Thyme out", to już chyba czytadełko. Miałam nadzieję, że będzie nastrojowo, malowniczo i dowcipnie (bohaterka zajmująca się uprawą warzyw, które dostarcza m.in. do zaprzyjaźnionego hotelu), ale chyba nie trafiłam... Przeczytałam wczoraj kilka stron i pachnie mi to jakimś harlequinowym stylem... Poświęcę się jeszcze i zmęczę kilka stron, jeśli nie wciągnie i dalej będzie w tym stylu to... cóż... bywa:-)
Ostatni tom to bajki dla dzieci, ponad 500 stron, bardzo porządnie wydane, ładny papier (a jaki ciężki!), ładne ilustracje, w środku klasyki jak Piękna i Bestia czy Kopciuszek. Miodzio:-)

5 komentarzy:

chiara76 pisze...

ja za "Ministerstwo..." po angielsku bym się nie brała, tym bardziej podziwiam Twoje chęci!
Co do bajek, to tego Ci zazdroszczę, bo pewnie ładnie wydana i przyjemna;)

E pisze...

też kupuję anguielskie książki w lumpeksach! (w innych językach są również, ale za te się nie biorę ;p) Tyle,że jak na razie nie tak łatwo idzie mi ich czytanie. ale mobilizację do nauki angielskiego mam. a co! ;D

mrouh pisze...

Chiara, faktycznie na razie muszę odłożyć Ministerstwo, ale to ze względów językowych. We wrześniu uczyłam się baaardzo intensywnie, w październiku trochę odpuściłam, bo miałam wrażenie, że mi się mózgownica przegrzała:-) Wczoraj wróciłam na kurs, więc chcąc nie chcąc, będę musiała sie bardziej przykładać. Na razie przeczytałam 10 stron The Gathering (więcej nie zdązyłam, bo padłam ze zmęczenia:-)) jakoś lepiej mi idzie.
E- chętnie kupowałabym ksiązki po francusku, bo dzis okazało się, że mój język "zawodowy" przyciśnięty przez angielski, którego dopiero drugi rok się uczę, powoli zaczyna zanikać i jestem tym przerażona:-)
Co za szczęscie, że są lumpeksy:-))

T'Ew pisze...

Ten sam problem, a może to samo szczęście, rzut beretem od domu mam lumpeks z wcale niezłymi ciuchami, no i z książkami za złotówkę. Jakieś powieści wiktoriańskie i kolejne odcinki Star Treka są mi mało potrzebne, ale po prostu nie można ich zostawić :] Tak mają ludzie, którzy zbierają śmieci i jeszcze mają z tego przyjemność.

raincloud pisze...

Mrouh, zdradzisz gdzież to sobie istnieje taki nieodkryty przeze mnie lumpeks z książkami???